Szukaj na tym blogu

piątek, 23 lipca 2010

Spotkanie na plaży

Przyjechałeś po mnie swoim ulubionym samochodem. Witam Cię delikatnym pocałunkiem. Ruszasz nic nie mówiąc. Jedną ręką trzymając kierownicę coraz mocniej przyciskasz pedał gazu, zwiększając prędkość jakbyś chciał przybliżyć to, co za chwilę miało nastąpić. Drugą rękę kładziesz na moim ramieniu obejmując mnie czule. Leniwie, lecz namiętnie osuwasz swą dłoń coraz niżej, przygotowując w ten sposób nas oboje do wspaniałego seksu. Czujesz bicie mego serca i drżenie całego ciała Kochany?
Jest już zupełnie ciemno, środek plaży, pustkowie. Tylko ocean piasek i MY.
Jedynie księżyc przygląda się nam nieśmiało zza chmury, jakby wstydził się że nas podgląda, a delikatne fale oceanu zagłuszały nasze szepty.
W tej pięknej scenerii zatrzymujesz samochód, wysiadasz pierwszy. Na piasku rozkładasz muślinowe prześcieradło. Potem wolno otwierasz drzwi samochodu z mojej strony i wziąwszy mnie na ręce stawiasz na rozłożonym prześcieradle. Nasze oddechy są coraz szybsze. Całujemy się długo i namiętnie. Następuje eksplozja uczuć. Energicznym ruchem zdejmujesz swoją koszulkę, ja rozpinam Twoje dżinsy, zsuwasz z moich ramion zwiewną sukienkę, którą kupiłam specjalnie dla Ciebie. Jesteśmy w samej bieliźnie. Nasze półnagie ciała lgną do siebie i miarowym oddechem, szeptem przywołujemy to co ma nastąpić.
W pewnym momencie nie wytrzymujesz i nerwowym ruchem zdejmujesz z siebie i ze mnie bieliznę. Teraz już bez żadnych przeszkód możemy w pełni oddać się sobie. Całujemy wzajemnie każde miejsce naszych nagich ciał, splątanych w miłosnym uniesieniu. Nasze oddechy przeganiają się jeden przez drugi biegnąc co tchu do punktu kulminacyjnego naszej miłości.
Pieścisz mnie tak jak lubię najbardziej, a ja Ciebie tak jak tego pragniesz. Czy tak jest dobrze?
I wreszcie jest ta piękna chwila, niepowtarzalna. Chwila połączenia, zespolenia w jedno.
Pragnę całą sobą byś wszedł we mnie głęboko, jak najgłębiej możesz. Rytmicznym ruchem swego ciała posuwasz się głębiej i głębiej aż do bólu. Unoszę swoje biodra i obejmuję Cię udami. Krzyczymy obydwoje z rozkoszy i teraz to MY zagłuszamy fale oceanu, a zawstydzony księżyc schował się za chmury.
Zrobiło się zupełnie ciemno.
Delikatnie chwytasz w usta brodawkę lewej piersi i pieścisz ją czule jakbyś chciał zrekompensować jej, że jest sama. Drugą ręką delikatnie gładzisz miejsce, gdzie jeszcze niedawno była jej bliźniacza siostra. Ale to nic. Rozpadają się związki, rodziny i ciało też nie zawsze jest kompletne, co wcale nie znaczy, że musi przedwcześnie umrzeć. Przywróciłeś mi Kochany radość życia.
Na naszą plażę przybył teraz wiatr i rozwiał chmury, by księżyc ponownie mógł podziwiać naszą miłość, kto wie może nawet nam zazdrości, jak bogowie na Olimpie o których pisałeś…?
Wiatr silniejszym podmuchem smaga nasze nagie ciała i sprawił, że ciało moje zawisło nad Twoim. Cały czas jesteśmy ze sobą złączeni. Czuję Ciebie w sobie, i zaciskam się jeszcze bardziej byś i Ty czuł, że jesteś we mnie. Jest cudownie. Czy czujesz Kochany to co ja teraz czuję?
Znowu przyszła do nas rozkosz, tym razem weszła nagle, bez pukania, bez uprzedzenia. To wyjątkowe uczucie. Opadając z sił układam głowę na Twojej klatce piersiowej i tak trwamy, delikatnie pieszcząc rękoma zakamarki swoich ciał, które leżą w zasięgu naszych dłoni .
Potem leżąc obok siebie owijasz nas muślinowym prześcieradłem, które było świadkiem naszej miłości, jakbyś chciał ocalić ją od zapomnienia. Subtelnym dotykiem pieścimy się wzajemnie przytuleni do siebie, nie potrzeba nam teraz słów. Patrzymy sobie głęboko w oczy. Rozumiemy się bez słów. A księżyc…? Cóż księżyc schował się za chmurę. Nas do snu ukołysał szum oceanu, który uspokoił się, że nasza miłość jest piękna i dobra. I tego już nie wiem: czy to jawa, czy sen, ale słyszałam głos, chyba Syreny: Kocham Cię i to było do nas. Całuję namiętnie i prawdziwie Najukochańszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz