Jestem w króciutkiej satynowej koszulce koloru czerwonego wina, na cieniutkich ramiączkach. Powoli zbliżam swe usta do twoich i całuję cię tak, by nie obudzić. Zsuwam wolno batystowe prześcieradło, którym jesteś okryty i przesuwam rękę po twoich ramionach, klatce piersiowej, którą całuję czule. Przykładam głowę i przez chwilę słucham bicia twego serca. I pytam: jaki miałeś dzisiaj dzień ukochany, czy wszystko było w porządku, czy nikt nie sprawił ci przykrości. Pytam ile dobra wróciło dziś do ciebie, kto sprawił, że uśmiechałeś się, bo Twój uśmiech rozpromienia największe mroki. Moje ręce jakąś magnetyczną siłą przesuwają się coraz niżej. Wślizguję się do twego łóżka i okrywam nas prześcieradłem, jak gdybym chciała nas ukryć przed mrokiem, który jest z nami w twojej sypialni. Za oknem rozpętała się burza i spadł rzęsisty deszcz. Raz po raz błyskawice rozdzierają niebo. Zmarszczyłeś brwi i wykonałeś gest jakbyś opędzał się od natrętnego komara. Otworzyłeś swe piękne niebieskie oczy i popatrzyłeś na mnie z niedowierzaniem. Skąd ja się u licha wzięłam…? Nie wierząc własnym oczom usiadłeś na łóżku i raz jeszcze dla pewności przetarłeś oczy i uszczypnąłeś się. To byłam ja. Nie odzywając się słowem przytuliłeś mnie mocno do siebie i zacząłeś namiętnie całować. Teraz burza nie tylko była za oknem, ale i w naszym łożu. Zaczęło się od delikatnych czułych pieszczot, a skończyło na dzikiej żądzy pożądania. To jest tak ekscytujące doświadczenie, że powtarzamy je raz po raz, by nie przerywać rozkoszy. W końcu nasze oddechy uspokajają się, leżymy przytuleni do siebie szepcząc czułe słówka. Ale chyba wciąż jest nam mało, stanowczo za mało. Delikatnie zębami chwytasz moje ucho, a ja coraz bardziej pragnę ciebie. Teraz już nie ma odwrotu, nie potrafimy zatrzymać tego co w nas eksploduje za chwilę. Namiętnie chwytam zębami Twoje dłonie, ramiona posuwając się coraz niżej , coraz dalej, coraz głębiej. Siedzę na tobie, a ty unosisz mnie na swoich silnych biodrach i zatapiamy się w sobie coraz bardziej, że głębiej nie można. To jest cudowna chwila, chwila, która mogłaby trwać całą wieczność. Teraz udaje nam się zasnąć. Tylko z Tobą i dla Ciebie tak się otwieram, bez zahamowań, bez fałszywej skromności. Nie chcę jednak byś myślał, że jestem zepsutą kobietą. Tak wiele znaczysz dla mnie mój Kochany.
Jest wczesny poranek budzisz się i otwierasz szeroko okno. Czujesz rześkie powietrze jakie pozostało po burzy i deszczu. Słyszysz śpiew ptaków i delektujesz się zapachem zieleni. I ten piękny obraz po burzy przypomina Ci o tym czego doświadczyliśmy tej nocy, ale mnie nie ma przy Tobie i teraz tylko szukasz jakiegoś śladu na potwierdzenie tego, że tam byłam . Znajdujesz na podłodze mały czarny kolczyk, który dzień wcześniej widziałeś u mnie w uchu, gdy się kochaliśmy. Teraz już możesz być pewien, że byłam u Ciebie i to nie był sen. Całuję Kochany namiętnie i bardzo pragnę rozkoszy jaką mi dajesz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz