Szukaj na tym blogu

niedziela, 1 sierpnia 2010

To tylko moja wyobraźnia...

Padał ulewny deszcz. Znalazłeś mnie skuloną na skraju drogi, którą zwykle nie wracasz z plaży. Poszedłeś tam aby pomyśleć o wydarzeniach minionych dni. Aura jednak zmieniła Twoje plany. Nawet zmieniłeś nie wiedzieć czemu drogę powrotu. Lubisz spacer w deszczu.
I znowu zakłóciłam Twój spokój.
Nie mogłeś jednak przejść obojętnie. Nie jesteś przecież tak nieczuły. Usiadłeś obok i trwaliśmy w milczeniu. Moja twarz ukryta była w dłoniach, ale wiedziałam, że Ty jesteś obok. Jesteś zawsze blisko, nawet gdy Ci nie ma. Siedziałeś patrząc na mnie z wyrzutem, a może to był smutek, żal, zrozumienie… ? Trudno powiedzieć. Ja tylko czułam na sobie Twoje spojrzenie.
Po chwili delikatnie pogładziłeś moje włosy i odgarnąłeś kosmyk zasłaniający twarz. Podniosłam oczy, w których wciąż jak krople rosy tkwiły łzy. Nie powiedzieliśmy sobie nic!
Nie zamieniliśmy nawet jednego słowa. Byłam zziębnięta i przemoczona. Wziąłeś mnie na ręce i zaniosłeś do samochodu. Zdjąłeś ze mnie mokrą sukienkę i drżącą z zimna, a może tez z przejęcia i wzruszenia i otuliłeś mięciutkim, puszystym ręcznikiem. Przez całą drogę milczeliśmy. Żadnych wyznań, żadnych wyrzutów, żadnych pretensji. Tak jakby się nigdy nic nie stało.
Przecież było tak pięknie. Kto i co i dlaczego mogło nas tak poróżnić.
„Przebaczenie jest najtrudniejszą miłością.” / Albert Schweitzer/
Dojechaliśmy do Ciebie. Wniosłeś mnie do domu i ułożyłeś na sofie obok kominka, w którzy wesoło skrzyły się drewienka, dając przyjemne ciepło, jakiego pragnie strudzony wędrowiec.
Wiedziałeś jednak, że trzeba mi czegoś więcej, innego ciepła; dotyku Twych dłoni, ust, pieszczot, czułych słów.
Przygotowałeś kąpiel dla nas dwojga. Przyszedłeś do pokoju i rozwinąłeś mnie z ręcznika, który już był wilgotny. Cała trzęsłam się z zimna. Zdjąłeś przemoczoną bieliznę i zaniosłeś do wanny wypełnionej gorącą wodą z pianą o migdałowym zapachu.
Za moment dołączyłeś do mnie i byliśmy już razem. Tuliłeś mnie do siebie czule i namiętnie, że nie mogłam złapać oddechu.
Wtedy padły pierwsze słowa.
- Nareszcie wróciłaś kochana, tak bardzo tęskniłem i czkałem aż się odezwiesz. Zjawiłaś się, przyszłaś jak poranny wiatr, ale teraz cię już nie wypuszczę. Nie pozwolę ci odejść.
Cóż miałam powiedzieć. Za dużo uczuć było w mnie, by je bezmyślnie wypowiedzieć.
Pocałowałam go tylko delikatnie w szyję i wyszeptałam :
- Kocham cię …… , ja też bardzo tęskniłam.
Zanurzyłam się cała pod wodą i przeszłam pod prysznic. Patrzyłeś tylko na mnie z pytającym wzrokiem. Umyłam włosy, ciało, spłukałam się najpierw gorącą, potem zimną wodą i włożyłam na siebie swój ulubiony cytrynowy szlafroczek z miękkiej frotty. Położyłam się do łóżka. Kiedy podałeś mi gorącą herbatę w filiżance już zasypiałam. Podawałeś mi ją łyżeczką jak dziecku, żeby mnie nie poparzyć. Nawet nie wiem kiedy usnęłam i co się działo, ale było mi dobrze. Czułam Twoją bliskość

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz